17 lutego 2014

Zakupowo


Tak, dziś pokazuję Wam mini "haul Lidlowy", jakkolwiek to brzmi :P
W sklepie zawitałam dość późno, bo około 13, co jak wiadomo skutkować musiało częściowym przebraniem towaru. Początkowo byłam przerażona, bo nie widziałam nic w swoim rozmiarze, lecz jak tylko emocje opadły, a zmysł wzroku i węchu się wyostrzył, udało mi się upolować sportowy, fioletowy biustonosz i kettelbell, a więc to co najbardziej potrzebowałam. Przy okazji załapałam się także na fajne skarpetki do treningu. Na zdjęcie załapały się również: paczka migdałów, a także paczka bio kiwi :)


24.02 mam również zamiar wybrać się do Biedronki i zobaczyć ich kolekcję sportową, a także w najbliższym czasie do Decathlon'a, gdyż pilnie potrzebuję ręcznika z mikrofibry.

Co do moich treningów to w sobotę ćwiczyłam plecy i przy okazji ręce, więc nie jestem teraz pełnosprawna w zakresie użytkowania tych części ciała :P. Ale mimo to byłam dziś z chłopakiem na siłowni i zrobiłam trening na nogi + 30 minut na bieżni. 



A Wam udało się coś ciekawego dzisiaj kupić?


10 lutego 2014

Jaki piękny dzień!


Pojawiam się dziś na blogu z porcją dzisiejszych zdjęć  :)
Dodam, że jest dziś tak ciepło i słonecznie, że aż chce się żyć! Czuję się jakbym przebudziła się właśnie ze strasznego snu zimowego. To nie znaczy, że nie lubię zimy, ale wiecie taką białą fajną to tak :) W tym roku zima trochę nam się nie udała, do tego zbiegło się to w moim przypadku z masą nauki i pracą. Teraz jak wstaję rano jest jasno, hura! Dzisiejszy dzień zaliczam do jak najbardziej udanych.

Na śniadanie green smoothie (ananas, seler naciowy, banan, nać pietruszki, woda).  Z samego rana pojechałam na zajęcia w mojej siłowni + zrobiłam trochę ćwiczeń na maszynach typowo na mięśnie i na wioślarzu, który przypadł mi już do gustu jakiś czas temu :) 



 Po powrocie przygotowałam szybki obiad: krewetki w sosie curry z "makaronem" Diet Pasta Zero Fettuccine (http://www.diet-food.pl/sklepik/diet-pasta-fettuccine/) i miksem sałatkowym. Pierwszy raz jadłam taki makaron, producent pisze, że jest on bez cukru, glutenu, tłuszczu i soi. Dla ciekawskich zapraszam tu (http://www.diet-food.pl/co-to-jest/) A jeśli chodzi o moje odczucia smakowe, to według mnie nie ma on smaku. Powiem tak, szału nie robu, ale jest dobrym rozwiązaniem, jeśli chce się jakoś zastąpić inne produkty pszenne, które ja akurat staram się jak najbardziej ograniczać.
Wczoraj też zdecydowałam się kupić zapach Lady Gagi "Fame". Od dłuższego czasu czaiłam się na ten perfum, a akurat trafiła się sympatyczna promocja w Rossmannie więc czemu nie :) Osobiście lubię dość słodkie perfumy, w takich czuję się najlepiej, a do tego te mają intrygujący kolor czerni :)


Wam również życzę udanego dnia,
Pozdrawiam :)

7 lutego 2014

Przepis na jarmuż - chipsy!


Chipsy z jarmużu


Jarmuż - warzywo poszukiwane przeze mnie od wiele miesięcy - w pogoni za jarmużem, dziś pierwszy raz udało mi się dorwać to cudo w moim osiedlowym warzywniaku. Nawet chwili się nie zastanawiałam, automatycznie wylądował w moim koszyku. Nie był w formie pełnego warzywa, lecz w liściach wyłożonych na tacce i zapakowanych w folię spożywczą. W domu już dokonałam rozporządzenia zakupem i podzieliłam go na kilka części według przeznaczenia.


Połowę rozdzieliłam do dwóch siatek i zamroziłam (jarmuż dobrze sobie z tym radzi, a nawet zaleca się mrożenie jego liści). Część odłożyłam do pudełka i następnie do lodówki - te liście posłużą mi za składnik kolejnych zielonych smoothies. A z reszty zrobiłam jarmużowe chipsy.


Przepis na takie chipsy jest banalnie prosty, a więc co zrobiłam:
- przepłukałam liście i odkroiłam pożądane fragmenty liści, bez jasnego i twardego rdzenia
- wyłożyłam na blaszce i następnie dodałam oliwę z oliwek oraz różową sól himalajską
- wstawiłam do piekarnika na 15 minut w temp. ok. 180 stopni


Nie będę ukrywać, że byłam dość podekscytowana pierwszym kęsem, gdyż nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Smak zaskoczył mnie jednak bardzo pozytywnie i taka forma jarmużu z pewnością zagości częściej w mojej diecie.

Pozdrawiam!

Co to sa, te zakwasy?

Dzisiejszy post będzie dotyczył powszechnego mitu, na temat "zakwasów". Nie wątpię, że skoro trafiliście już na mojego bloga, to z pewnością wiecie na czym polega to błędne rozumowanie większości społeczeństwa, ale pomyślałam, że nie zaszkodzi napisać. Jeśli o tym wiecie, to bardzo się cieszę. Tak więc, moje żale są spowodowane niepoprawnym wpajaniem mi od dziecka czym rzekomo miały być te zakwasy:
- nauczyciele w-f'u: przez całą moją szkolną karierę nie spotkałam się z prawidłową definicją pospolicie rozumianych zakwasów, nawet ludzi wykształconych po AWF'ie. Według nauczycieli wf'u "zakwasy" nigdy nie usprawiedliwiały osłabienia bądź mniejszej aktywności na zajęciach, bo... trzeba je rozćwiczyć, to tylko kwas mlekowy...
- trenerzy tańca: podobnie jak wyżej, nie ma wymówki, że zakwasy..musisz je rozćwiczyć i ustąpią, to tylko kwas mlekowy (!)
- rodzice również ślepo słuchając informacji o kwasie mlekowym w mięśniach, próbowali rozmasowywać kwas mlekowy w obolałych mięśniach swojej córki, aby przestała narzekać, na ból.



Jaka jest prawda?
To z czym mamy do czynienia następnego dnia po treningu to tzw. opóźniona bolesność mięśni (DOMS -  ang. delayed onset muscle soreness). Jest to ból wynikający z urazów mięśni, które powstają w trakcie treningu. Natomiast bardzo dużo ludzi określc te urazy jako "zakwasy, i  błędnie kojarzy je z kwasem mlekowym, wydzielającym się w mięśniach. Ten zaś ustępuje już po 1-2 godzin po wysiłku wraz z rozprowadzającą go krwią. Natomiast urazy mięśni, czyli rzeczywista przyczyna bólu może utrzymywać się przez 5-7 dni. W tym czasie powinniśmy dać naszym mięśniom czas na regenerację, a nie zbędnie je forsować.

Jak zapobiegać?
Nie da się uniknąć, opóźnionej bolesności mięśni, taka jest smutna prawda i naturalna kolej rzeczy. Ćwiczymy - odpoczywamy. Możemy jednak trochę sobie pomóc, przede wszystkim nie zapominajmy o dobrej rozgrzewce, a także o odpowiednim stretchingu - wiele osób pomija rozciąganie, po trening z pośpiechu, bądź lenistwa, a to bardzo źle gdyż jest on naprawdę, bardzo ważny. No i pamiętajmy o zdrowej i zbilansowanej diecie, obfitującej w białko, witaminy i inne potrzebne nam makro i mikroelementy, wspomagające regenerację mięśni :)


3 lutego 2014

Another day...


Dziś mam jeden z tych dni, gdy w pełni świadoma leniuchuję do oporu. Czuję, że luty będzie dla mnie ciężkim miesiącem. Liczyłam, że szybko zdam egzaminy i jedynym na czym będę się mogła skupić będzie odpoczynek. Okazuje się, że nie. Muszę być dobrej myśli, nie mam innego wyjścia. Staram się nie zaprzątać głowy złymi myślami i skupiam się na zdrowym odżywianiu. Zależy mi przede wszystkim na poprawie stanu moich włosów i cery. Dlatego też dzisiaj wybrałam się na zakupy żywieniowe i wróciłam z 3 siatkami warzyw i owoców :) Do tego w aptece kupiłam skrzyp polny w postaci herbaty i od dziś będę go piła raz dziennie przez 2 do 4 tygodni. W planach na dziś mam jeszcze zielonego smoothie, którym zapewne podzielę się w kolejnym poście :)



Pozdrawiam!