22 grudnia 2014

Nie mogę żyć bez...

Ale mam niesympatyczny poślizg, no ale w sumie tylko jeden dzień. Ale usprawiedliwię się, że to dlatego że byłam w trakcie podróży na święta do rodzinnego miasta :). Długo myślałam o tym bez czego nie mogę żyć i pojawiało się wiele pomysłów przyziemnych i nieco bardziej istotnych. Nie wiedziałam jak zbudować tego posta, którymi kwestiami się zająć, tymi pierwszymi, czy drugimi - ważniejszymi. Pomyślałam, że skoro atmosfera świąteczna u mnie w pełni, a tu najważniejszą rolę odgrywa dla mnie miłość. Rodzina, przyjaciele i bliscy. To oni są dla mnie najważniejsi i bez nich nie mogę żyć. W święta czuję to jeszcze bardziej, gdy mamy okazję spotkać się wszyscy razem, wspólnie celebrować ten piękny dzień, bo żadne spotkania nie są tak piękne jak właśnie te w zimowe święta Bożego Narodzenia. Jest to również czas, który spędzam ze swoją drugą połówką na rozmaitych zachciankach, przygotowywaniu prezentów (które wprost uwielbiam robić, o wiele bardziej niż je dostawać), pieczeniu pierniczków, a jeśli mowa już o potrawach to tutaj naszym daniem popisowym są co roku przyrządzane uszka, z prawdziwym domowym, barszczem. Tyle uroków ma ten czas, że ja nie mogłabym go nie doceniać :)


W sumie teraz to szczęścia brakuje mi tylko śniegu, choć to że go nie ma ma swoje plusy i minusy :D




4 komentarze:

  1. mi tam śniegu nie brakuje, dla mnie jest dobrze jak jest:P

    OdpowiedzUsuń
  2. My w pogoni za typowo zimową aurą uciekliśmy z wybrzeża na Mazury i... nie udalo się, pogodę mamy jak wiosną :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj kochana ślicznie to napisałaś, ale zobaczysz śnieg czym prędzej czym później będzie

    OdpowiedzUsuń