30 kwietnia 2015

Historia mojego bloga - to już 5 lat!

Witajcie! :)

Dzisiaj przygotowałam dla Was post o nieco innej tematyce niż zazwyczaj, albowiem pod lupę rzucam właśnie swojego bloga i spowiadam się jak zmieniałam się ja, a więc konsekwentnie również tematyka mojego bloga.

Zaczynałam pod nieco innym adresem, obecny jest chyba trzecią już wersją i raczej pozostanie :D.
Pierwsze posty opierały się głównie o zestawy ubrań, haule ubraniowe i posty lifestylowe. Powiem Wam, że cieszę się, że zdjęcia które dodaje się na bloga zostają zapisane gdzieś w czeluściach konta google, bo obecnie po takim czasie z uśmiechem na ustach oglądam te zdjęcia. Postanowiłam część z nich Wam zaprezentować:



Później zaczęłam dzielić się nieco bardziej swoją codziennością, podróżami co sprawiało mi jeszcze więcej frajdy w prowadzeniu bloga:



Po dłuższej przerwie wróciłam już na studiach z nowym adresem bloga.


I ostatecznie jak zabrałam się za lifestylowy blog z naciskiem na zdrowe odżywianie, tak prowadzę go do dzisiaj. Przyznam, że tematyka jest bardzo różnorodna bo piszę posty typowo lifestylowe, kulinarne, związane ze zdrowym odżywianiem i aktywnością fizyczną, a od jakiegoś czasu również kosmetykami. Myślę, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, a najważniejsze jest dla mnie to, aby czytanie tego bloga sprawiało Wam tak samo dużą przyjemność jak mi jego pisanie :)


Mam nadzieję, że nie zawaliłam Was zbytnio tymi zdjęciami, ale dla mnie są to bardzo cenne wspomnienia. Cieszę się, że mogę się z Wami dzielić różnymi różnościami, w sprawach diety i sportu jest to dla mnie bardzo motywujące, a w przypadku tematów urodowych bardzo przyjemne, praktyczne i przydatne.

Pozdrawiam gorąco,
do napisania! :)

26 kwietnia 2015

☼ Wiosna, wiosna, motywacja? ☼


Uwielbiam wybierać się na spacery z aparatem w ręku. W tym roku wiosna kazała nam na siebie czekać bardzo długo, choć nie będę narzekać, bo pamiętam jak jakieś 3 lata temu przed moją maturą w maju spadło śniegu po kolana! Lubię wszystkie pory roku, ale zima w tym roku była wyjątkowo ponura i bardzo się dłużyła. Dlatego też obecnie czuję się jakbym wróciła do życia. Może gdyby nie pisanie pracy licencjackiej, które zabiera mi sporo czasu i "zdrowia psychicznego" czułabym się jeszcze lepiej i przede wszystkim mogłabym z tej pięknej pogody czerpać nieco więcej :)

Dzisiaj niestety pogoda postanowiła się zbuntować, dlatego wracam do zdjęć sprzed kilku dni aby nacieszyć trochę oko. Tym czasem za oknem widzę mleczne niebo i spływający po szybie deszcz. Nie będę narzekać bo ostatnimi dniami powietrze było już tak gęste i ciężkie, że sama stwierdziłam że przydałby się deszcz.


Wracając do tych słonecznych dni, to jako że "sezon bikini" zbliża się wielkimi krokami, to ja postanowiłam objadać się lodami =D A tak naprawdę to obecnie moja aktywność fizyczna pozostawia wiele do życzenia. Widzę, że złapał mnie po świętach mały zastój, choć nadal chodzę na basen i staram się regularnie ćwiczyć w domu. Bardzo polubiłam treningi z Rebeccą Louise na kanale XHIT Daily - gorąco Wam polecam. Ten chyba ćwiczyłam najczęściej - KLIK


Na Was z pewnością wiosna też wpływa pozytywnie :)
Macie jakieś wiosenne postanowienia i wyzwania?

Do napisania ;)

22 kwietnia 2015

◦ Masło do ciała - Papaya - The Body Shop ◦

The Body Shop Papaya - masło do ciała opinia (pierwsze wrażenia)


Dzisiaj nareszcie dokonałam zakupu, który planowałam już od dłuższego czasu. Masło do ciała z The Body Shop znalazłam kiedyś w Douglasie i zapach bardzo mi się spodobał, jednak szkoda mi było płacić za małe opakowanie 69 zł, zwłaszcza, że poza zapachem nie miałam gwarancji czy produkt się sprawdzi. Później zdążyłam już kilka razy zapomnieć o tym maśle, a trwało to do dziś gdyż trafiłam na wiosenne promocje i udało mi się go dorwać za 39 zł. Zapach niezmiennie jest według mnie przepiękny, a jakość produktu zaskoczyła mnie. Przyznam, że obawiałam się zapach będzie jedyną zaletą tego masła, na szczęście byłam w błędzie. Nie będę robić rozbudowanej recenzji tego produktu, bo też nie byłaby ona w 100% rzetelna po jednym dniu użyciu. Jednak póki co zauważyłam, że zapach utrzymuje się dość długo, masło ma dość gęstą konsystencję więc wydaje się być wydajne, nawilża i wygładza. Moje odczucia na razie są jak najbardziej pozytywne i mam nadzieję, że się to nie zmieni :).

Dla ciekawych zdjęcie składu:

Przy okazji skusiłam się na małą wersję Seaweed Clarifying Night Treatment - żel do twarzy na noc z algami, polecany do cery mieszanej. Dzisiaj zastosuję go po raz pierwszy. W sumie dałam się namówić przez niską cenę (7zł), a z drugiej pomyślałam, że teraz w sezonie letnim będzie mi się bardziej przetłuszczać strefa T więc może, akurat się sprawdzi. Z tego co wyczytałam to w pewnym stopniu zwęża też pory. Sprawdzimy, to się dowiemy :) 



Lubicie firmę The Body Shop? Miałyście do czynienia z tymi kosmetykami?


Pozdrawiam :)

17 kwietnia 2015

New in & I'm out - biovax, organique, palmolive, aussie, revlon i bourjois

Nowości kosmetyczne!

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam kilka kosmetyków, które ostatnio się u mnie pojawiły i bardzo dobrze się sprawdzają. Nie są to z pewnością wszystkie, ale wybrałam te które najbardziej zwróciły moją uwagę i myślę, że warto o nich wspomnieć. Poza tym jestem w trakcie pisania licencjatu, a post chodzi już za mną jakiś czas, więc postanowiłam go szybko napisać i mieć spokój, móc się skupić już tylko na kolejnym rozdziale :) No to lecimy:


Wybrałam 6 kosmetyków zarówno pielęgnacyjnych jak i do makijażu. Niektóre z nich pojawiły się u mnie po raz pierwszy, z innymi natomiast miałam już wcześniej do czynienia ;)

Na pierwszym miejscu wspomnę o żelu pod prysznic Palmolive - Pampering Touch, pokazuję go tutaj nie tylko ze względu na ten konkretny zapach. Ostatnio bardzo przypadło mi do gustu wiele płynów z tej serii. Największym plusem jak dla mnie są właśnie zapachy, które bardzo mi odpowiadają, a do tego sam kosmetyk dobrze myje i nie wysusza skóry, czego chcieć więcej :)


Intensywnie Regenerująca Maseczka do Włosów - Złote Algi i Kawior - Biovax: powiem Wam, że nie wiedziałam jakiego zapachu mogę się spodziewać po połączeniu alg z kawiorem i przyznam, że miałam pewne obawy. Jednak gdy tylko otworzyłam wieczko, wszelkie wątpliwości się rozwiały. Jak dla mnie zapach jest bardzo przyjemny, ale nie potrafię go opisać, ani do niczego porównać.  Maseczkę użyłam chyba ze 3 razy, starałam się to robić oszczędnie, gdyż opakowanie jest mniejsze niż standardowe maseczki biovax'u, bo tylko 125 ml. Jeszcze mam prawie pół opakowania, liczę, że starczy łącznie na mniej więcej 7 razy (na moje długie włosy). Jeśli chodzi o efekty to nie widzę jakiś spektakularnych zmian na włosach ogółem, włosy są natomiast bardzo fajne w dniu użycia maseczki, bardzo łatwo się rozczesują i są świetne w dotyku. Jednak największym plusem jest właśnie ten ciężki do opisania, piękny zapach który utrzymuje się na moich włosach bardzo długo.


Następny kosmetyk to Odżywiająca Mgiełka - Miracle Recharge Aussome Volume - Aussie. Jest to produkt przeznaczony do włosów, które potrzebują uniesienia. Zacznę od zapachu, bo dla mnie jest rewelacyjny. Nie wiem czy to zasługa ekstraktu z krasnorostów australijskich, ale ja wyczuwam tam takie korzenne nuty jakby lekko goździkowo-cynamonowe. Może to moja nadinterpretacja zapachu, ale tak go właśnie odbieram i bardzo mi odpowiada, nie jest to typowy zapach jakiego możemy się spodziewać po takim kosmetyku :) A działanie? Według mnie działa, choć na moich włosach wszystkie produkty na objętość są niemal bezradne to po tej odżywce rzeczywiście lekkie uniesienie jest zauważalne.


Ten produkt zapewne większość z Was kojarzy - balsam do ciała z masłem shea ORGANIQUE - białe piżmo. U mnie sprawdza się świetnie, rzeczywiście jak podaje producent odżywia, nawilża i wygładza. Konsystencja kosmetyku jest bardzo gęsta co ma swoje plusy i minusy, gdyż z jednej strony sprawia że produkt jest bardzo wydajny, a z drugiej ciężki w użyciu, jeśli chciałoby się nabalsamować całe ciało. Ja używam go głównie na ręce i łydki jeśli potrzebuję mocnego nawilżenia. Jednak często używam go również przed samym wyjściem z domu, gdyż zapach białego piżma (inne też są boskie) jest tak intensywny, że czuć go niczym perfumy. Mimo gęstej i tłustej konsystencji wchłania się dość szybko co nie przeszkadza mi w stosowaniu go w trakcie dnia. 


Kosmetyki do makijażu zostawiłam na koniec. Tusz do rzęs Bourjois Volume Glamour oraz podkład do cery mieszanej i tłustej Revlon Colorstay. Są to obecnie moje podstawowe kosmetyki w kolorówce. 

Tusz do rzęs posiadałam kilka lat temu, następnie używałam kilku innych z Bourjois i żaden nie sprawdził się u mnie tak dobrze jak ten. Mimo że moje rzęsy nie są olśniewająco długie to zależy mi przede wszystkim na powiększeniu ich objętości gdyż to daje według mnie najlepszy efekt dla makijażu oka, natomiast wszystkie tusze wydłużające sprawdzają się u mnie średnio, bo dotykając powieki zawsze zostawią jakieś odbicia po kilku godzinach. 

Od jakiegoś czasu używam wyłącznie podkładów z Revlona co było nie lada rewolucją w moim codziennym makijażu, gdyż przez ostatnie kilka lat używałam wyłącznie podkładów z Inglota. Revlon okazał się nieco lepszy, a zaczęłam od serii Photoready, która bardzo mi odpowiada i nadal mam ten podkład w swojej kosmetyczce, jednak do tymczasowej zamiany na Colorstay przekonał mnie nieco jaśniejszy odcień - najjaśniejszego z odcieni (180 Sand Beige).Wraz z początkiem wiosny i niedługo lata moja skóra nieco zacznie nabierać kolorów, ale dobrze się składa bo moja mama ma z kolei dość ciemny odcień Colorstay, więc będę mogła sobie mieszać, żeby nie wyglądać w lecie jak biała dama :D


Teraz patrząc na moją opinię na temat powyższych kosmetyków, mogłabym również tego posta nazwać ulubieńcami. Wszystkie te kosmetyki na pewno jeszcze nie raz wylądują w moim koszyku :)

Tym czasem tak wygląda moja rzeczywistość, do której właśnie będę wracać:



Trzymajcie się ciepło, do napisania ;**