16 maja 2015

Spirulina w łazience - jak używam


Lubicie spirulinę? Ja uwielbiam! Zaczęło się od zielonych koktajli, aż stopniowo coraz częściej zaczęła pojawiać się w mojej łazience, służąc jako składnik mazideł i innych czarodziejskich eliksirów piękności. Przy okazji na zdjęciu jestem ja nikt inny, to nowość na moim blogu bo od dawien dawna pokazałam kawałek siebie na, ta nieśmiałość :D.

Choć większość z Was wie, ale w gwoli ścisłości - czym jest spirulina?
A no powiem Wam w największym skrócie, że jest to niezwykła alga, bardzo bogata w wiele aminokwasów, minerałów, witamin, kwasów tłuszczowych i enzymów. Co ciekawe suplement ten znajduje się na liście produktów leczniczo-odżywczych, przeznaczonych do suplementacji załóg kosmicznych NASA. Nie będę się rozpisywać na ten temat, gdyż o samej spirulinie można założyć osobnego bloga. W internecie znajdziecie mnóstwo informacji na jej temat, gdyż od kilku lat podbija świat i jej popularność nadal nie spada. Podam Wam więc przykładowe strony:
Link 1
Link 2

Dodawanie spiruliny do diety nie jest specjalnie skomplikowane, u mnie pojawia się głównie w koktajlach, bądź jako suplementacja w tabletkach. W ostatnim poście podzieliłam się z Wami również przepisem na guacamole ze spiruliną i polecam właśnie podobne eksperymenty kulinarne z zastosowaniem tej algi. Dzisiaj jednak skupimy się na jej użyciu zewnętrzym, a więc do pielęgnacji ciała. Oto kilka przepisów, które przetestowałam i dzielę się z Wami tu na blogu:


Maseczka ze spiruliną na twarz:
prezentację takowej macie już na pierwszej fotce, jest to jedna z tych maseczek, które są najłatwiejsze w wykonaniu bo są dwuskładnikowe i tak naprawdę główny składnik należy tylko zaprzyjaźnić z wodą, aby uzyskać konsystencję którą następnie nałożymy na twarz. Sama się sobie dziwię, że choć spirulinę stosuję w kuchni od dłuższego czasu i zawsze mam paczuszkę na stanie, to tak długo zajęło mi przekonanie się do tego przepisu. Miałam wątpliwości, czy nie skończę jak zielony ufoludek, ale na szczęście moje obawy się nie spełniły gdyż nie odbarwia się ona na skórze ani trochę - ale w przypadku tkanin nie jest tak sielsko więc uważajcie bo robi się zielony bałagan w łazience, zwłaszcza przy zmywaniu specyfiku z twarzy :) Ważną wskazówką (nie tylko w przypadku tej maseczki ale też np. z glinek czy cynamonowej - takich które wysychają szybko na twarzy) aby zwilżać ją wodą co jakiś czas, w takiej suchej popękanej postaci, nie wiele ma szans na prawidłowe wchłonięcie w skórę. Jeśli jednak preferujecie łagodniejszą wersję, to zamiast wody można użyć jogurtu naturalnego :)

Maska ze spiruliną na włosy:
również nic prostszego, istnieją różne szkoły ja np. dodaję łyżeczkę spiruliny do jakiejś maski na właosy, którą aktualnie używam :)

Taak bardzo apetycznie to wygląda, ale czego się nie robi dla pięknych włosów :)) Jeśli chodzi o zapach to u mnie nie było czuć spiruliny ani trochę :) Maskę po 15 - 20 minutach spłukujemy do momentu aż woda nie będzie zielona.

Kąpiel solno-spirulinowa:
sól + spirulina to według mnie fajne połączenie, zaznaczam jednak, że ja w takiej mieszance nie biorę tradycyjnej kąpieli czyt. szoruję się kosmetykami myję włosy itd. - chodzi o wyleżenie w ciepłej wodzie z dodatkiem tych składników, np. wcześniej biorąc prysznic. Proporcje są dowolne ja dodaję 1/3 szklanki soli i łyżeczkę spiruliny, mieszam i wsypuję do kąpieli :)

Macie jeszcze jakieś ciekawe patenty na spirulinę? A może stosujecie już jakiś podany przeze mnie, dajcie znać! Do napisania! :)


11 maja 2015

"Superżywność. Jedzenie i medycyna przyszłości" - czyli jeszcze więcej wiedzy o tym jak zdrowo żyć!

"Superżywność. Jedzenie i medycyna przyszłości" David Wolfe - recenzja


Bardzo się cieszę, że mogę się z Wami podzielić jedną z ciekawszych nowinek jakie ukazały się ostatnio w mojej domowej biblioteczce. Opowiem Wam dzisiaj kilka słów na temat książki Davida Wolfe, która moim zdaniem jest bardzo wartościową pozycją na dzisiejszym rynku wydawniczym. Aby w pełni przedstawić wszystkie walory książki zdecydowałam się również w tym poście pokazać kilka przepisów, które do tej pory udało mi się przygotować, a także podzielić się z Wami moimi ogólnymi odczuciami po przeczytaniu tej lektury.

Zacznę od tego, że na pierwszy rzut oka jakość wydania, oprawa, surowiec i cała ta estetyczna strona książki bardzo mi się spodobała. Książka moim zdaniem bardzo ładnie się prezentuje, zawiera całkiem sporo kolorowych zdjęć, a do tego samo czytanie jej jest przyjemne i w ogóle nie męczy, gdyż czcionka jest dość dużego rozmiaru, co dla mnie jest kolejnym plusem.



Treść książki jest dość złożona, dzięki czemu mamy okazję zapoznać się na początku z samą ideą superżywności, następnie zaś rozpoczyna się część, która jest nieco bardziej encyklopedyczna, a dotyczy już konkretnych roślin, wiedzy zarówno historycznej na ich temat jak i naukowej. Jest to przejrzyste wprowadzenie w tematykę superżywności, napisane bardzo przyjaznym dla przeciętnego czytelnika językiem. Autor przedstawia nam kompendium wiedzy na temat roślin takich jak jagody goji, kakaowiec, kokos, aloes i wiele innych. Poza częścią teoretyczną poznajemy również wiele cennych informacji od strony praktycznej, mianowicie konkretny wpływ na zdrowie oraz różne dolegliwości i co bardzo wygodne również dość sporo oryginalnych przepisów z wykorzystaniem omawianych roślin :)

Postanowiłam podzielić się z Wami dwoma dość łatwymi przepisami, które mnie zaintrygowały, a przy okazji były bardzo łatwe w przygotowaniu. Do ich wykonania użyte zostały 2 produkty klasyfikowane jako superfood, opisane w książce Superżywność. Jedzenie i medycyna przyszłości: jagody goji oraz spirulina.


"Elektrolitowa lemoniada z goji"


Jedyne czego potrzeba do wykonania tej ciekawej alternatywy dla zwykłej lemoniady to: cytryna, jagody goji, szczypta soli himalajskiej (+opcjonalnie produkt, którym chcecie posłodzić napój). David Wolfe - autor książki, podaje dokładne proporcje do przyrządzenia napóju 2 litrowego, ja poszłam na żywioł jeśli chodzi o proporcje i składniki połączyłam "na oko". W moim przypadku na niewielki dzbanek użyłam garści jagód goji namoczonych przez całą noc w dużej szklance wody, później rozcieńczyłam i dodałam pół cytryny i pół limonki. Bardzo spodobał mi się ten przepis, bo szczerze mówiąc mimo, że zawsze mam w kuchni jagody goji, to często borykam się z tym, że zapominam jej użyć, a jeśli już to dodaję ją tylko do smoothies. Taką lemoniadę z pewnością będę zabierać ze sobą na uczelnię :). Jeśli chodzi o smak to po rozcieńczeniu jakie uzyskałam jest bardzo delikatny, oczywiście jeśli zależy Wam na intensywniejszym smaku jagód, wystarczy dodać mniej wody :).


Jak widać również na załączonym zdjęciu powyżej namoczone jagody bardzo napęczniały, ciekawie smakują w tej postaci, ale ja wykorzystam je do koktajli, gdyż poza walorami odżywczymi i smakowymi w tej formie nadadzą ciekawej tekstury moim codziennym koktajlom :)



"Niesamowite guacamole - autentyczny meksykański smak"

Guacamole ze spiruliną?! Dokładnie, jeśli lubicie więc guacamole i jesteście zwolennikami zdrowego odżywiania zachęcam do wypróbowania tego niecodziennego połączenia smaków. Chyba nigdy nie pomyślałabym, że takie guacamole może okazać się całkiem smaczne, a co najważniejsze jest to dla mnie kolejny ciekawy sposób na przemycenie spiruliny w codziennych posiłkach. Choć mi osobiście jej smak nie przeszkadza, więc czasem pojawia się u mnie w koktajlach, to mimo wszystko do tej pory częściej zażywałam te algi pod postacią tabletek.


Do wykonania guacamole według przepisu David'a Wolfe potrzebowałam: avocado, pomidora, czerwoną cebulę, łyżeczkę spiruliny, szczypte soli celtyckiej (ja dodałam himalajską) oraz sok z limonki. Jak w przypadku lemoniady autor zaleca konkretne proporcje, a że propozycja zawiera aż 2-3 awokado, ja postanowiłam zmniejszyć proporcje i wykorzystać jedno na początek, aby spróbować tego nowego smaku. Konsekwentnie dodałam również mniej pozostałych składników. Jak zawsze u mnie - "na oko" :).



Wyszło bardzo smacznie, szczerze się zdziwiłam bo smak spiruliny zgubił się w znacznym stopniu w pozostałych składnikach. Jednakże, jeśli bardzo drażni Was jej smak polecam dodać mniej spiruliny i wtedy myślę, że już nie będzie jej czuć niemalże wcale. Dodatkowo nadaje ona ciekawy kolor guacamole, domyślam się, że dla niektórych może wydać się mało apetyczny, jednak ja uwielbiam zieleń w każdym odcieniu, zwłaszcza jeśli chodzi o jedzenie. Jedyne czego u mnie zabrakło to świeża kolendra, pewnie z nią takie guacamole jest jeszcze smaczniejsze i mam zamiar przekonać się o tym wkrótce.

Jak więc sami widzicie, poza wiedzą na temat zastosowania poszczególnych roślin, książka Davida Wolfe zawiera bardzo oryginalne pomysły na ich włączenie w codzienną dietę. Te dość innowacyjne rozwiązania jak na moje kucharzenie bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie i moich znajomych. Uważam, że takim książkom jak ta warto poświęcać uwagę, zwłaszcza że dotyczy ona bezpośrednio naszego zdrowia i może pomóc w polepszeniu jakości naszego życia.

Podsumowując całokształt książki, uważam że warto mieć ją na swojej półce jeśli chce się prowadzić zdrowy styl życia. Przyznam, że niektóre rośliny opisywane przez autora były mi obce, głównie ze względu na ich rzadkość bądź też zupełny brak na polskim rynku. Uważam to za jedyny minus, bo dostępność niektórych produktów jest u nas bardzo ograniczona, choć w internecie możemy zamówić praktycznie wszystko to część produktów może przekraczać nasze możliwości finansowe. Nie wykluczam jednak sprowadzenie do swojej kuchnii kilku przez internet w przyszłości, wtedy z pewnością się nimi z Wami pochwalę. Jeśli posmakują mi jeszcze jakieś inne przepisy to również znajdziecie je u mnie na blogu.

Przy okazji zapraszam na moje konto na Instagramie: @ualwayslooksocute



A tymczasem pozdrawiam Was gorąco i do następnego posta :)